Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 12 sierpnia 2012

Statki szczęścia i miłości

Naklejka na bagaż z M/S Batory.
Transatlantyki odeszły w zapomnienie, zostały zastąpione transkontynentalnymi samolotami i ogromnymi statkami wycieczkowymi bo we współczesnym świecie liczy się czas, komfort a przede wszystkim pieniądz. Ogromne, kilku piętrowe hotele-blokowiska pływające po morzach i oceanach są największym pomnikiem próżności człowieka jaki kiedykolwiek widziałam. Gorzej, ten pomnik nie zmieścił się nawet w kadrze mojego małego, chińskiego a przede wszystkim taniego cyfrowego aparatu fotograficznego. Piszę tak, bo zjada mnie zazdrość. Nie tylko nie stać mnie na porządny aparat ale i na rejs luksusowym statkiem wycieczkowym gdzieś po Karaibach. Biorąc pod uwagę stan moich aktywów jedyny rejs na jaki mnie teraz stać to ten sprzed 200 lat pod pokładem statku więziennego płynącego z Plymouth do Botany Bay w Australii. Niestety jego organizatorzy nie dawali żadnych szans na przeżycie podróży. Czym różnił się dawny transatlantyk od współczesnego statku wycieczkowego chyba przede wszystkim prędkością, po prostu był to najszybszy z możliwych środków transportu na trasie powiedzmy  Gdynia – Montreal.  Niestety rozwój lotnictwa wszystko popsuł, zostawiając nam w zamian możliwość skorzystania z pływającego zoo w którym prędkość nie ma żadnego znaczenia, liczy się za to komfort podróży i ciężka sakiewka potencjalnego turysty. Chociaż może tak miało być, może transatlantyki dały podwaliny do stworzenia nowej gałęzi przemysłu – turystyki morskiej ? Bo jak pisał ojciec polskiego reportażu Melchior Wańkowicz w 1936 roku  dla magazynu Morze – „ znam transatlantyki, morza z nich nie widać. Tem  bardziej – spraw zagadnień morskich. Z pokładu takiego transatlantyku   najłatwiej pisać do rubryki moda i salon, najtrudniej zaś o morzu”. I coś w tym jest bo pewnie ciężko dotrzeć do dziobu statku który ma 345 metrów długości jak chociażby Queen Mary 2.

Queen Mary 2 - port w Hamburgu. Koszt bydowy statku 700 milionów Euro.

Wydawać to się może proste w teorii ale w praktyce pamiętajmy, że luksusowe statki to labirynty pokładów na których czyha na nas wiele niebezpieczeństw. Queen Mary zaprasza do jedynego na morzu planetarium ale to nic, liczne baseny, restauracje, kina, teatry, bary, kasyno, sale bankietowe i balowe, salon kosmetyczny, spa,  palarnia a nawet licząca osiem tysięcy woluminów biblioteka. Do tego taras słoneczny z leżakami i recepcja czynna całą dobę, co ważne – akceptująca karty kredytowe Visa i Mastercard. No i jak tu trafić na prawą albo lewa burtę, dziób czy rufę żeby spojrzeć na błękitne morze ? Siedemnaście pokładów z czego trzynaście pasażerskich dla 2620 turystów, do tego 1253 załogi co razem daje 3873 osób – małe pływające miasto. Jedno z moich ulubionych biur podróży przysłało mi ofertę  cudownego rejsu przez lądy i morza, osiem dni na morzu z możliwością zwiedzania Pireusu, Mykonos, Kusadasi, Rodos, Krety i Santorini za jedyne 3650 zł do tego dopłata za wylot z Wrocławia, obowiązkowa dopłata lotniskowa, obowiązkowa dopłata transportowa ( nie mylić z lotniskową), opłata za wizę turecką ( Kusadasi to miasto w Turcji), obowiązkowe opłaty portowe, obowiązkowe opłaty paliwowe, obowiązkowe napiwki dla załogi, dopłata do kabiny jednoosobowej, dopłata do kabiny zewnętrznej z bulajem, dodatkowo bilety wstępu do zwiedzanych obiektów we własnym zakresie oraz opłaty za lokalnych przewodników, czyli jak do ceny podstawowej dodamy wszystko to co napisane było drobnym drukiem to jak  dla mnie cena promocyjna wynosi 6600 złotych. Dodajmy do tego wszystkie atrakcje na pokładzie tej luxtorpedy poruszającej się z prędkością 56 kilometrów na godzinę czyli około 30 węzłów. Rozliczenia na statku odbywają się w formie bezgotówkowej czyli po złożeniu odpowiedniej wysokości depozytu w recepcji lub zarejestrowaniu karty kredytowej otrzymujemy Cruise Id na której rejestrowane są wszystkie wydatki. Na zakończenie rejsu obsługa recepcji wydaje nam fakturę z wyszczególnieniem zawartych przez nas transakcji. Po uregulowaniu rachunku jesteśmy wolni i bogatsi o nowe doświadczenia i wrażenia zdobyte na wycieczkowcu.


Oasis of the seas - największy statek wycieczkowy świata.
Koszt budowy 1 miliard Euro.

A wrażenia to nie byle jakie bo gdzie jeszcze grają kapitańskie tango ? Każdego dnia do kabiny otrzymujemy gazetkę pokładową z dokładnym planem dnia, co się dzieje, na którym pokładzie  i o której godzinie. Do mojej kabiny tej bez okna i jednoosobowej  do   której musiałam dopłacić 1100 zł ( brak narzeczonego jest nieekonomiczny) gazetka dociera z opóźnieniem bo mieszkam na najgorszym z możliwych pokładów czyli tym najtańszym. Jednakże mogę się z niej dowiedzieć że dzisiaj w klubie na 12 pokładzie jest koncert Enrique Iglesiasa za dopłatą rzecz jasna albo , że na dzisiejszej kolacji obowiązuje strój wieczorowy. Klapki, albo sandały czy też byle jaka sukienka w pstrym kolorze nie zaliczają się do stroju wieczorowego a więc wybierając się w rejs warto zaopatrzyć się w smoking, ewentualnie garnitur panowie oraz w cały arsenał sukni, biżuterii i innych dodatków panie. Właśnie tego wymaga od nas pokładowy savoir-vivre.

M/S Batory 1936-1969.

Nie wiem dlaczego tęsknię za polskimi transatlantykami jak M/S Batory. Czy to ze względu na nostalgiczny klimat dawnych czasów ? A może dlatego, że z portu w Gdyni nie wypływa już żaden rodzimy transatlantyk i trochę mi tego żal. Dzisiaj M/S Batory nie zrobiłby na nikim wrażenia – 160 metrów długości, siedem pokładów dla 760 pasażerów i 313 osób załogi. Pływał sobie na mniej lub bardziej spokojnych wodach z Gdyni przez Kopenhagę i   Southampton do Montrealu i to wcale nie tak dawno bo od 1936 roku do 1969. M/S Batory zwłaszcza w czasach komuny był przepustką do innego świata, do wolności. Każdy sprzedany bilet na rejs oznaczał inna historię, prawie każdy pasażer poza zwykłym bagażem nosił w sobie o wiele cięższy bagaż  własnych doświadczeń. 


Odtajnione akta MSW.

  M/S Batory został sprzedany i zezłomowany w Hongkongu bo taki już los wszystkich wielkich statków.  Każdego kogo interesuje temat transatlantyków odsyłam na stronę prawdziwego pasjonata tych morskich gigantów  – Kuby Chrobota www.transatlantyki.com. Każdemu kto zdecyduje się na rejs statkiem wycieczkowym życzę szczęśliwej podróży chociaż dla mnie to jak zamknąć się na tydzień w ogromnej galerii handlowej. A wszystkim tym, którzy chcą się przekonać na czym polega prawdziwa podróż życia radzę przeczytać książkę  Yanna Martela  albo spokojnie poczekać na film Anga Lee „Życie Pi”.

1 komentarz:

  1. Myślę, że temat współczesnych transatlantyków można wrzucić do jednego worka z wakacjami "all inclusive", ale niektórych to uszczęśliwia, a przecież masz się relaksować na wakacjach a nie stresowac :)

    OdpowiedzUsuń